05.06.2015

Dziecka czas


Od kilku lat w okolicy Dnia Dziecka jeździmy z maluchem na dziecięce przedstawienia do Opery i Filharmonii Podlaskiej. W tym roku był to Adonis, przedstawienie teatralne o dwóch ptakach i o rodzącej się między nimi przyjaźni. Małe już kuma co się będzie działo i nie leci do mnie z płaczem, bo zgasło światło i nic nie widać. Ale na początku przedstawienia jedni rodzice wymiękli i wynieśli płaczące dziecko na zewnątrz, a inne małe, które płakało za nami, po jakimś czasie się uspokoiło. Przed wyjściem do teatru, szczególnie kiedy scena nie jest standardowo umieszczona za kurtyną, tylko pośrodku widowni, warto pogadać o tym z dzieckiem i przygotować je.

Na tę uroczystą okoliczność ubrałam dziecko w sukienkę, którą uszyłam z kawałka leciutkiego poliestrowego materiału, kupionego w moim ulubionym szmateksie w ubiegłym roku. Sukienka powstała dość dawno temu, pamiętam że we wrześniu małe poszło w niej do fotografa po zdjęcia do legitymacji. A swoim krojem jest identyczna z tą sukienką. Przy okazji możecie zobaczyć, jak jej ładnie włosy odrosły przez rok. Kokardkę zrobiłam wycinając pasek z elastycznego tiulu w kolorze ecru.

28.05.2015

Lotto, Creaturra i ja.


Był piękny wiosenny słoneczny dzień. Pierwszy taki dzień tej wiosny, początek kwietnia! Zresztą widać to po łysych jeszcze drzewach. Było tak ciepło, że wyszłyśmy na spacer w samych sukienkach, bez rajstop pod spodem. Gołe nogi na początku kwietnia... mmm... Już to wprawiło nas w bardzo wiosenne nastroje. Tego dnia była megakumulacja, milion pięćset sto dziewięćset do wygrania w totka i wszyscy wpadli w szał wypełniania kuponów. I my też puściłyśmy się w wir marzeń, co by było gdyby... Gdyby tak chociaż trafić trójkę.

Tę sukienkę uszyłam Mai na przełomie stycznia i lutego z sukienki kupionej w ciuchu. Zachowała ona długość oryginalnej, czyli około 30cm. Nie wiem skąd ta moda na talię zaczynającą się tuż pod biustem i długość 2cm za tyłek. Burzy to jak nie wiem proporcje sylwetki i strasznie tanio wygląda, nawet z najzgrabniejszej dziewczyny może się zrobić baleron. Żeby unaocznić o co mi chodzi, zdjęcie poniżej:

14.04.2015

Pobudka!!!


Dziędobry cztery bobry! Przespałam calutką zimę! I mogłabym tak jeszcze, gdyby nie kilka mobilizujących kopniaków w tyłeczek. No to jestem.

Pokrótce opowiem co u mnie, bo od końca grudnia blog na nowo zarósł błoną dziewiczą. I przebić tę błonę wcale nie było łatwo. Z tego, co zauważyłam, to w okolicach grudnia regularnie dopada mnie blogowy marazm, ale żeby się przeciągnął aż do kwietnia? To już gruuuubo!

Za to przez ostatnie niemal cztery miesiące [sic!]:

20.12.2014

była sobie jesień


Dzisiaj będzie powtórka tuniki z początku roku, ale za to będzie ładniej niż wtedy. Marzec nie wydobył z niej tego,co udało się październikowi. Bo kto pamięta jeszcze, że na początku października było tak pięknie? No, to będzie małe przypomnienie. Musztardowa tunika nadal spełnia swoją funkcję. W ogóle to odnoszę wrażenie [a właściwie to nie odnoszę, waga potwierdza fakty], że dzieciałkę już nie przybiera na wadze od dwóch lat, i tylko się nieznacznie wydłuża. Tak jakbym to małe głodziła, a przecież to nieprawda! Choć może moja babcia miałaby inne zdanie na ten temat...

Moja babcia to w ogóle ciekawa historia, bo jak Maja do niej przychodzi, to babcia jak babcia, prawnuczce nie odmówi niczego. W końcu od tego są babcie i prababcie, a już najszczególniej dziadkowie, prawda? I jak na dzień dobry małe opcha się cukierkami i czekoladkami to przecież nie zje dwudaniowego obiadu, nawet w ilości połowy jednego dania. No więc mamy "problem", bo u babci "Maja nie ma apetytu", i to na pewno od tego jest taka drobniutka.

Ale wracając do pięknej jesiennej scenerii, to spieszę donieść, że tak cudnie było w Kruszynianach na tatarskim cmentarzu. Po spacerze chcieliśmy zajść do Tatarskiej Jurty, żeby coś zjeść, ale traf chiał, że stołowali się tam akurat właśnie wtedy dyplomaci z całego świata. Musielibyśmy długo czekać na jedzenie, a byliśmy bardzo głodni. Obejrzeliśmy tylko instrukcję robienia pierekaczewnika, przedstawioną przez Dżennetę Bogdanowicz, co tylko narobiło nam smaku i spowodowało silny ślinotok. Nie było rady, pojechaliśmy dalej, do baru, który się nazywał Tatarskie Jadło. Nie polecam, jedzenie z mikrofali, dobrze, że wzięłam odmrażane pierogi z truskawkami... Następnym razem poczekamy grzecznie w Jurcie.

13.11.2014

ręcznik do słodkiej mordki


Będzie krótko i na temat. Mój dziadek dał mi kiedyś ręcznik. Taki niedzisiejszy, niepuchaty, miał metkę z informacją, że to bawełna, gatunek I, ale metki nie zachowałam. Przypuszczam, że pochodzi z czasów, kiedy nie było mnie jeszcze na świecie. Ba, może nawet moi rodzice jeszcze się nie znali. No dooobra, znali się. Ale ręcznik, tak czy siak, swoje w pawlaczu przeleżał. Nieużywany.

Ręcznik jest wielkości ręcznika do rąk.


Mamy także przyjaciela rodziny, który uwielbia Gierka. I jemu także postanowiłam wyhaftować to, co lubi. Najpierw miała być torba, ale że haft w dziwnym miejscu jak na torbę, to może jednak poduszka. Chociaż jak pomyślałam sobie o przytulaniu się do Gierka, to chyba jednak lekkie przegięcie, takie rzeczy to się robiło w podstawówce, z chłopakami z Backstreet Boys na plakatach [Kevin... <3]. Ostatecznie będzie torba.


03.11.2014

torba z uszami i uszami


Latem naszło mnie na torby zwierzątkowe. Przeszukałam internet w celu znalezienia czegoś ciekawego do powielenia. Przeszukałam internet w celu znalezienia inspiracji. I znalazłam torbę z zajęczymi uszami i pomponiastym nosem. Nie do końca mi ten nos pasował, uszy zrobiłam bardziej klapnięte i nie po bokach a z przodu, i taki trochę Hello Bunny mi wyszedł. Mógłby mieć jeszcze różową kokardkę na uszku, tak do pełni szczęścia i Hello. Uszka podszyłam od spodu batystem w kolorze fluidu. Oczy to kropki zrobione nowym, nie zatemperowanym do końca ołówkiem, nos powstał po zmieszaniu czerwonej i białej farby, przy pomocy gumki od tegoż ołówka, a pyszczek delikatnie wyrysowałam ostrym końcem szpilki. Żeby był malutki i cieniutki.

Tyle o torbie. Sukienkę uszyłam rok temu ze spodni, pokazywałam ją w lipcu 2013.

31.10.2014

bluzka z baskinką, lamówką, kropkami i hibiskusem


Baskinka to jeden z łatwiejszych sposobów na urozmaicenie prostego fasonu bluzki. Może być robiona z prostokąta, koła, półklosza, może być marszczona, z zakładkami, może rozszerzać się ku dołowi, kombinacji jest mnóstwo. Ograniczać nas może jedynie wyobraźnia, albo, tak jak w moim przypadku, ilość materiału. Miałam 2,5m fajnego, granatowego batystu. Uszyłam dwie spódnice, w tym jedną sobie, i zostało tyle, że ni w pic ni w cyc. Pomyślałam o Majowej i właśnie o baskince. Na dłuższe rękawy już nie wystarczyło. Baskinka to długi prostokąt, złożony wzdłuż na pół, i zszyty w komin. Przyszyłam go do gotowej góry, układając w coś w rodzaju niesymetrycznych zakładek. Z tyłu jest wycięcie w kształcie łezki, zapinane na perłowy kwiatuszek, żeby zmieścić głowę.

W ogóle, to szyjąc tę bluzkę, mogłabym przy okazji napisać poradnik: jak nie przyszywać lamówki. Wiem jak to zrobić, i zrobiłam wszystko dokładnie na odwrót. Zamiast szyć najpierw na lewej stronie, a później przyszyć całość po prawej, przyszyłam ją do prawej, a później 3x prułam to, co zaczęłam na lewej, i zastanawiałam się czy w ogóle dam radę przyszyć jak należy. W końcu się udało, uff!

Ale ale, mimo pięknego połączenia granatu z bielą, dziecko wyglądało w tym jakoś smutno... Postanowiłam metodą chałupniczą, przy użyciu gumki od ołówa i farby Fevicryl zrobić kropy. Wyszło tak:

21.10.2014

kredkożerny piórnik


A było to tak:
Pierwszego września rozpoczął się rok szkolny. Dziecko miało wszystko oprócz plecaka i piórnika. Ale kto by tam panikował? Po prostu nie mogłam znaleźć nic odpowiedniego. Plecak miał być mały, mieszczący format A4, nie więcej. Z małych ciężko było wybrać coś fajnego, bo albo były "typowo chłopięce" albo "typowo dziewczęce". Albo jak w miarę fajne to wielkie jak na tydzień w górach. Kto, ach kto mówił, że ciężar dziecięcego plecaka, razem z zawartością, nie może przekraczać 10% masy ciała dziecka? Może i elementarz razem z ćwiczeniami, książkami do angielskiego i zeszytami, plus plecak, spełniają ten wymóg. Ale jak dodać do tego małą butelkę wody, kanapkę i jakiś owoc to waga rośnie. Plecaka na kółkach nie brałam pod uwagę. Ostatecznie został mały plecaczek przywieziony przez dziadków młodej z odnowy w Ciechocinku. A piórnik?

Kilka pierwszych dni było bez piórnika. A później na grupie Podlaskie szyje na fejsie zobaczyłam ten link, i już wiedziałam jak będzie wyglądał piórnik, który zamierzałam przecież uszyć. Z tej strony można sobie ściągnąć darmowy szablon, ale trzeba się najpierw zalogować, ale ja nie lubię zakładać jednorazowych kont i szablon zrobiłam sama. Enjoy!