06.10.2015

Dziura z pieca


Na dziurę naszyłam łatę. Z wierzchu jest gruba satyna, od spodu kawałek pianki. Żeby góra i dół łaty się pokrywały, najpierw całość przestebnowałam, nadmiar materiału z góry i dołu wycięłam, a później pojechałam luźnym potrójnym zygzakiem.

28.05.2015

Lotto, Creaturra i ja.


A teraz bardzo ważna rzecz, o której zapomniałam, a później zapomniałam jeszcze raz i jeszcze raz, i aż mi wstyd. Znacie bloga Creaturry? Jak nie to gorąco go polecam. Renia jest kobietą renesansu, szyje, wprawnie posługuje się drutami i niestraszne jej szydełko [brr!]. Zostałam zaproszona przez nią do zabawy. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko z ogromnym poślizgiem [miskuzi!!!] odpowiedzieć na trzy pytania.

1. Nad czym obecnie pracuję?
Wraca mi radość szycia dla siebie. Przez jakiś czas nie mogłam się przełamać i jeśli szyłam coś "sobie" to głównie były to ciuchy Majce. Nie żeby nie sprawiało mi to przyjemności, ale fajnie jest powiększać własną szafę o swoje wytwory.

2. Czym moja praca różni się od innych?
A bo ja wiem...? Myślę, że ludzie powinni robić to, w czym się dobrze czują. Wtedy niezależnie od tego, czy są spawaczami, instruktorami nurkowania czy też giełdowymi rekinami, ich praca niczym się nie różni, bo robią to, co sprawia im satysfakcję.

3. Dlaczego tworzę i piszę bloga? Jak wygląda mój proces twórczy?
O tym, dlaczego piszę bloga, już kiedyś wspominałam. Szukałam czegoś, co zmobilizuje mnie do szycia i trochę połechce ego. Dzięki blogowi wielu rzeczy się też nauczyłam. Mój proces twórczy zaczyna się od ogromnej pustki w głowie przy jednoczesnej ogromnej potrzebie uszycia czegoś. Czasami zaczynam coś robić z marszu, wtedy mniej się rozczulam nad sobą na samym początku. Kiedy wciskam pedał maszyny, zawsze robię to bosą stopą. Inaczej nie potrafię, najwygodniej na bosaka. No i czasami klnę jak szewc, ale to tylko wtedy, kiedy okazuje się, że przyszyłam rękaw prawą stroną do lewej i mam dużo prucia.

20.12.2014

Musztardowa tunika bardziej jak bluza


Dzisiaj będzie powtórka tuniki z początku roku, ale za to będzie ładniej niż wtedy. Marzec nie wydobył z niej tego,co udało się październikowi. Bo kto pamięta jeszcze, że na początku października było tak pięknie? No, to będzie małe przypomnienie. Musztardowa tunika nadal spełnia swoją funkcję.

Tak cudnie było w Kruszynianach na tatarskim cmentarzu. Po spacerze chcieliśmy zajść do Tatarskiej Jurty, żeby coś zjeść, ale traf chiał, że stołowali się tam akurat właśnie wtedy dyplomaci z całego świata. Musielibyśmy długo czekać na jedzenie, a byliśmy bardzo głodni. Obejrzeliśmy tylko instrukcję robienia pierekaczewnika, przedstawioną przez Dżennetę Bogdanowicz, co tylko narobiło nam smaku i spowodowało silny ślinotok. Nie było rady, pojechaliśmy dalej, do baru, który się nazywał Tatarskie Jadło. Nie polecam, jedzenie z mikrofali, a miało być świeżo zrobione... Następnym razem poczekamy grzecznie w Jurcie.


13.11.2014

Ręcznik z eMZetą i Gierek na torbę


Będzie krótko i na temat. Mój dziadek dał mi kiedyś ręcznik. Taki niedzisiejszy, niepuchaty, miał metkę z informacją, że to bawełna, gatunek I, ale metki nie zachowałam. Przypuszczam, że pochodzi z czasów, kiedy nie było mnie jeszcze na świecie. Ba, może nawet moi rodzice jeszcze się nie znali. No dooobra, znali się. Ale ręcznik, tak czy siak, swoje w pawlaczu przeleżał. Nieużywany.

Ręcznik jest wielkości ręcznika do rąk.