06.10.2015

Dziura z pieca


Byliśmy z wizytą u przyjaciela rodziny. Przyjaciel jest właścicielem skansenu i gościł nas w jednym ze swoich domków. Jak na dobrego gospodarza przystało, zadbał o to, żebyśmy nie zmarzli, i napalił w piecu. Piec znajduje się w izbie, w której jest wieszak na kurtki, a drzwiczki znajdują się akurat na wysokości pupy Mai... No i się stało. W zamieszaniu, uściskach i powitaniach małe oparło się o te nieszczęsne, rozgrzane drzwiczki, a softshell się nieco stopił. Trwało to parę sekund, zobaczyłam tylko ciągnący się od drzwiczek stopiony plastik. Natychmiast odsunęłam stamtąd Majkę, upewniłam się że nic się nie stało [był bardzo wietrzny dzień i pod kurtką miała gruby polar], no i poszliśmy jeść...


Na dziurę naszyłam łatę. Z wierzchu jest gruba satyna, od spodu kawałek pianki. Żeby góra i dół łaty się pokrywały, najpierw całość przestebnowałam, nadmiar materiału z góry i dołu wycięłam, a później pojechałam luźnym potrójnym zygzakiem. Ok, nie do końca ja, zrobiła to hafciarka, ale cięłam ręcznie.

30.09.2015

Sukienka burda 4/2015 #121


W tej sukience byłam z Majką w Operze i Filharmonii Podlaskiej z okazji Dnia Dziecka. Miałam zamiar opublikować ją wcześniej, ale... ech, nie ma co się pogrążać i szukać winnych.


Tyle z zewnątrz. Uszyłam ją z cieniutkiej bawełny, którą strasznie chciałam wykorzystać od razu kiedy tylko ją dostałam. A przeleżała w szafie rok, bo bałam się nieprzemyślanych decyzji.

Wykrój na tę sukienkę miałam już w dniu ukazania się burdy 4/2015, czyli pod koniec marca. Zachwyciły mnie te ogromne kieszenie po bokach i kołnierz. Po dwóch miesiącach nareszcie się za nią zabrałam. Do szycia tej sukienki zasiadłam wieczorem poprzedzającym wyjazd na przedstawienie. Byłam tak bardzo podekscytowana tym, że szyję coś SOBIE [nareszcie!!!], że nie odeszłam od maszyny dopóty, dopóki nie skończyłam. Czyli jak już zrobiło się jasno na dworze i zaraz trzeba było budzić małe i jechać... Dałam radę.

Jestem dumna z wykończeń. Wszystkie szwy są francuskie, odszycie dekoltu, podkroje pach i łączenie góry z dołem obszyłam czarną jedwabną lamówką, dół i rękawki podłożyłam ręcznie. Nie chciało mi się robić paska do wiązania, więc wykonałam go z rypsowej czarnej wstążki.

05.06.2015

Pillowcase dress do teatru


Od kilku lat w okolicy Dnia Dziecka jeździmy z maluchem na dziecięce przedstawienia do Opery i Filharmonii Podlaskiej. W tym roku był to Adonis, przedstawienie teatralne o dwóch ptakach i o rodzącej się między nimi przyjaźni. Małe już kuma co się będzie działo i nie leci do mnie z płaczem, bo zgasło światło i nic nie widać. Ale na początku przedstawienia jedni rodzice wymiękli i wynieśli płaczące dziecko na zewnątrz, a inne małe, które płakało za nami, po jakimś czasie się uspokoiło. Przed wyjściem do teatru, szczególnie kiedy scena nie jest standardowo umieszczona za kurtyną, tylko pośrodku widowni, warto pogadać o tym z dzieckiem i przygotować je.

Sukienka Mai powstała dość dawno. A swoim krojem jest identyczna z tą sukienką. Kokardkę zrobiłam wycinając pasek z elastycznego tiulu w kolorze ecru.


Mamooo, zrób mi zdjęcie przy tej PUPIE!!!


28.05.2015

Lotto, Creaturra i ja.


Był piękny wiosenny słoneczny dzień. Pierwszy taki dzień tej wiosny, początek kwietnia! Zresztą widać to po łysych jeszcze drzewach. Było tak ciepło, że wyszłyśmy na spacer w samych sukienkach, bez rajstop pod spodem. Gołe nogi na początku kwietnia... mmm... Już to wprawiło nas w bardzo wiosenne nastroje. Tego dnia była megakumulacja, milion pięćset sto dziewięćset do wygrania w totka i wszyscy wpadli w szał wypełniania kuponów. I my też puściłyśmy się w wir marzeń, co by było gdyby... Gdyby tak chociaż trójkę...

Tę sukienkę uszyłam Mai na przełomie stycznia i lutego z sukienki kupionej w ciuchu. Zachowała ona długość oryginalnej, czyli około 30cm. Talia zaczynająca się tuż pod biustem i długość 2cm za tyłek skutecznie psuje proporcje. I nawet z najzgrabniejszej sylwetki może się zrobić baleron.


A teraz bardzo ważna rzecz, o której zapomniałam, a później zapomniałam jeszcze raz i jeszcze raz, i aż mi wstyd. Znacie bloga Creaturry? Jak nie to gorąco go polecam. Renia jest kobietą renesansu, szyje, wprawnie posługuje się drutami i niestraszne jej szydełko [brr!]. Zostałam zaproszona przez nią do zabawy. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko z ogromnym poślizgiem [miskuzi!!!] odpowiedzieć na trzy pytania.

1. Nad czym obecnie pracuję?
Wraca mi radość szycia dla siebie. Przez jakiś czas nie mogłam się przełamać i jeśli szyłam coś "sobie" to głównie były to ciuchy Majce. Nie żeby nie sprawiało mi to przyjemności, ale fajnie jest powiększać własną szafę o swoje wytwory.

2. Czym moja praca różni się od innych?
A bo ja wiem...? Myślę, że ludzie powinni robić to, w czym się dobrze czują. Wtedy niezależnie od tego, czy są spawaczami, instruktorami nurkowania czy też giełdowymi rekinami, ich praca niczym się nie różni, bo robią to, co sprawia im satysfakcję.

3. Dlaczego tworzę i piszę bloga? Jak wygląda mój proces twórczy?
O tym, dlaczego piszę bloga, już kiedyś wspominałam. Szukałam czegoś, co zmobilizuje mnie do szycia i trochę połechce ego. Dzięki blogowi wielu rzeczy się też nauczyłam. Mój proces twórczy zaczyna się od ogromnej pustki w głowie przy jednoczesnej ogromnej potrzebie uszycia czegoś. Czasami zaczynam coś robić z marszu, wtedy mniej się rozczulam nad sobą na samym początku. Kiedy wciskam pedał maszyny, zawsze robię to bosą stopą. Inaczej nie potrafię, najwygodniej na bosaka. No i czasami klnę jak szewc, ale to tylko wtedy, kiedy okazuje się, że przyszyłam rękaw prawą stroną do lewej i mam dużo prucia.

14.04.2015

Kurtka z futrzanym kołnierzem


Dziędobry cztery bobry! Przespałam calutką zimę! I mogłabym tak jeszcze, gdyby nie kilka mobilizujących kopniaków w tyłeczek. No to jestem.

Pokrótce opowiem co u mnie, bo od końca grudnia blog na nowo zarósł błoną dziewiczą. I przebić tę błonę wcale nie było łatwo. Z tego, co zauważyłam, to w okolicach grudnia regularnie dopada mnie blogowy marazm, ale żeby się przeciągnął aż do kwietnia? To już gruuuubo!

Za to przez ostatnie niemal cztery miesiące [sic!]:
  • zaliczyłam oba Boże Narodzenia [lewosławne i prawosławne - trzytygodniowa przerwa w szkole, dwa tygodnie do szkoły i znowu dwa tygodnie wolnego bo ferie],
  • skończył się 2014 i zaczął 2015 rok,
  • zaliczyłam szał przedstudniówkowy [omal sama nie stałam się studniówkowym gościem w moim LO, ma się rozumieć w pokoju nauczycielskim, xoxo],
  • zobaczyłam i usłyszałam pierwszą w życiu burzę śnieżną [i to na takim kacu, że myślałam, że mam zwidy, że błyska i grzmi],
  • ze trzy razy spadł w tym czasie śnieg,
  • skończyła się zima,
  • zaczęła wiosna,
  • minęły dwie Wielkanoce [dwa tygodnie wolnego, bycie podlaskim uczniem jest w cipeczkę],
  • przy okazji chyba nareszcie przyswoiłam sobie, że mieszanie alkoholu to zło.

Szyć szyłam, ale żeby robić foty to nieeeee. Kiepskie światło, chęci brak, no i chyba o te chęci rozchodzi się najbardziej. Przejadł mi się mój blog, znudziło pisanie, nie odpalałam bloggera. Jak co roku w grudniu.

Ok, ale czy można dalej spać, kiedy niebo ma tak piękny kolor, a słońce świeci tak mocno?


PS. Pozdrowienia dla Nocy Majowej, która również dzisiaj się obudziła po zimowym letargu. 

20.12.2014

Musztardowa tunika bardziej jak bluza


Dzisiaj będzie powtórka tuniki z początku roku, ale za to będzie ładniej niż wtedy. Marzec nie wydobył z niej tego,co udało się październikowi. Bo kto pamięta jeszcze, że na początku października było tak pięknie? No, to będzie małe przypomnienie. Musztardowa tunika nadal spełnia swoją funkcję.

Tak cudnie było w Kruszynianach na tatarskim cmentarzu. Po spacerze chcieliśmy zajść do Tatarskiej Jurty, żeby coś zjeść, ale traf chiał, że stołowali się tam akurat właśnie wtedy dyplomaci z całego świata. Musielibyśmy długo czekać na jedzenie, a byliśmy bardzo głodni. Obejrzeliśmy tylko instrukcję robienia pierekaczewnika, przedstawioną przez Dżennetę Bogdanowicz, co tylko narobiło nam smaku i spowodowało silny ślinotok. Nie było rady, pojechaliśmy dalej, do baru, który się nazywał Tatarskie Jadło. Nie polecam, jedzenie z mikrofali, a miało być świeżo zrobione... Następnym razem poczekamy grzecznie w Jurcie.


13.11.2014

Ręcznik z eMZetą i Gierek na torbę


Będzie krótko i na temat. Mój dziadek dał mi kiedyś ręcznik. Taki niedzisiejszy, niepuchaty, miał metkę z informacją, że to bawełna, gatunek I, ale metki nie zachowałam. Przypuszczam, że pochodzi z czasów, kiedy nie było mnie jeszcze na świecie. Ba, może nawet moi rodzice jeszcze się nie znali. No dooobra, znali się. Ale ręcznik, tak czy siak, swoje w pawlaczu przeleżał. Nieużywany.

Ręcznik jest wielkości ręcznika do rąk.