28.08.2014

retrostylówa


Ta sukienka od razu przykuła moją uwagę w burdzie, i kiedy tylko znalazłam chwilę, przekopiowałam jej wykrój. Uszyłam ją z lekko elastycznego dżerseju, którego miałam na tyle mało, że przy górze musiałam trochę kombinować, żeby się wyrobić. W efekcie jedna część górnego przodu ma pasy pionowo, a druga poziomo. Zrezygnowałam też ze sznureczka na rzecz gumki i nie robiłam kieszeni.

Warunki sesji zdjęciowej określiłabym jako dość trudne. Blisko nas pracowała jakaś głośno warcząca maszyna i darcie się do fotografa przez ten hałas kompletnie nic nie dawało. Stałam jak to cielę i co jakiś czas zmieniałam pozycję, nie wiedząc czy już, czy jeszcze nie.

Kiedy podczas szycia zrobiłam przymiarkę, byłam trochę przestraszona. Duży, bezkształtny worek plus opiernicz, że znowu szyję nie wiadomo co. Ale po wszyciu gumki sukienka nabrała kształtów. Musiałam ją też trochę skrócić, o ile dobrze pamiętam, to o 15cm. Lubię długość do połowy łydki, ale sukienka o tej długości wyglądała źle.

PS. Dawno nie stresowałam się tak wrześniem.

24.08.2014

jak przedłużyć życie bluzie?


Zdaje się, że tuż przed wakacjami uszyłam małej tę bluzę, a tu masz babo placek, dziecko mi urosło!!! No dobra, rękawy były na styk. Co nie zmienia faktu, że wszystkie długie spodnie również podejrzanie się pokurczyły. Szkoła już za tydzień - co robić?! Bluza nerki jeszcze zakrywa, więc do dopasowania zostały jedynie rękawy. Na szczęście miałam jeszcze kilka kawałków dżerseju, z którego ta bluza powstała.

W takim razie zaczynamy przedłużanie rękawów:


Potrzebne będą dwa prostokąty z materiału podobnego, albo pasującego do bluzy. Ja miałam jeszcze kawałek tego samego. Jakbym nie miała, użyłabym np. czarnego. Wymiary jednego prostokąta to:
1. obwód rękawa + dodatek na szew
2. 2x długość, o którą rękaw ma zostać przedłużony + dodatek na szew

21.08.2014

podwinięta sukienka


O taaak, dzisiaj znowu o sukience. Sukience, którą uszyłam na początku tego roku. Chociaż nie, uszyłam to chyba nie jest odpowiednie słowo - walczyłam będzie bardziej na miejscu.

Kawałek dżerseju, z którego powstała, kupiłam w lumpie. Zdarza mi się tam i takie rzeczy znaleźć. Zadowolona przyniosłam go do domu, wyprałam, i... siurpryza! Ależ to cholerstwo zawijało się na końcach! Jak cynamonowe ruloniki. Ale kto by tam się poddał po zobaczeniu czegoś takiego? No, na pewno nie ja. Przecież zawijają się końce, a ja będę cięła trochę dalej od brzegu. Może to, co wytnę, nie zdąży się jeszcze poskręcać? Na spokojnie go rozprasowałam i postanowiłam, że uszyję uroczą leciutką sukienkę z ażurowymi wstawkami na ramionach [wycięłam ze sweterka przeznaczonego na ten cel]. A gdzie tam! W ustabilizowaniu materiału pomogła mi trochę flizelinowa taśma, choć szału z tą stabilnością nie było. Obrzuciłam wszystko, zaprasowałam, jak najszybciej przyszyłam, zanim materiał ponownie zacząłby się podwijać, no i sukienka gotowa. Nic tylko czekać na lato.

19.08.2014

sukienka tyłem do przodu


Najlepsze weselne kreacje powstają na wieczór przed. Bo właśnie wtedy przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły. Sukienkę, którą tu widzicie, kupiłam ze względu na wzór. Coś z niej miało powstać, tylko nie wiedziałam co. Była długa, z rozporkami po bokach, sięgającymi kolan. A u góry miała odprutą lamówkę. Chyba jakiś błąd produkcyjny. W jedynym lumpie, do którego zaglądam, często takie cudaki się zdarzają. Domyślam się, że przód miał mieć dekolt łezkę, lekko zmarszczony i wykończony czarną lamówką. Z tyłu to samo, tylko bez łezki, no i lamówkowe ramiączka. Co miałam zrobić?


A gdyby tak... tyłem do przodu? Wyprułam metkę, przypięłam na próbę szpilką i poleciałam do lustra. Bingo!


14.08.2014

moja babcia


Moja babcia nie lubi pozować do zdjęć, dlatego jej bluzki z przodu nie będzie. Za to są zdjęcia profilowe i półprofilowe. Podtrzymuję to, co napisałam rok temu, że starszym osobom trudno ubrać się zgodnie z ich oczekiwaniami i stylem. No tak, a jaki styl może mieć babcia? Moja babcia lubi proste i wygodne ubrania. Im mniej udziwnień tym lepiej. Dlatego także w tym roku poprosiła mnie, żebym uszyła jej bluzkę na lato. Wykrój już miałam, sprawdzony. Problem był jak zwykle z materiałem, bo nie mógł rzucać się w oczy intensywnym kolorem, nie mógł mieć nie wiadomo jak napaćkanych wzorów, miał być jasny i przyjemny. Coś tam znalazłam i uszyłam, babcia zaakceptowała, i po prawie dwóch miesiącach pokzuję. Moją babcię niezwykle trudno jest uchwycić na zdjęciu.

12.08.2014

worek


Uwielbiam takie proste i niezobowiązujące konstrukcje. Kiedy jest gorąco i wszystko klei się do ciała, luźne ciuchy są super. Mój partner dał mi bana na tego typu ubrania, ale wybaczam mu, bo ma najseksowniejsze nogi na świecie. Wykrój #102 pochodzi z burdy 5/2012. Dekolt mógłby być ciut mniejszy, choćby i o 2cm. Po powrocie do domu natychmiast zaszyłam kieszenie, które zostały tak nisko umieszczone chyba z myślą o długorękich gorylach. Poza tym materiał nie chciał mi się dobrze układać przy obciążonych kieszeniach. Teraz nie mam już z tym problemu.

07.08.2014

dlaczego ja to robię?


Moja pierwsza i jedyna do tej pory maszyna do szycia to brother BM-2600. Kupiłam ją ponad trzy lata temu, początkowo z zamiarem szycia patchworków. Bo tak robiła moja prababcia, krawcowa z zamiłowania. Ale szybko zmieniłam zdanie. A dlaczego brother? Zaczęło się od tego, że dawno, dawno temu, na stronie spryciarze.pl znalazłam tutoriale wykonane przez GiannyL. Wyszukałam jej profil na youtube i obejrzałam wszystko, co opublikowała. Szyła i przerabiała ubrania z taką łatwością, że pomyślałam: cooo, a ja nie mogę?! Oczywiście szyła na brotherze.

Poza tym zaczęłam obserwować poczynania szyjących blogerów, naturalną koleją rzeczy zakiełkował we mnie pomysł na założenie bloga. Pierwszym blogiem, który regularnie zaczęłam odwiedzać, był blog Susanny. I tak w moim domu pojawiła się maszyna do szycia. Po pierwszej, niezbyt udanej próbie skrócenia spódnicy, i kolejnej, również zakończonej porażką próbie zszycia kilku kwadratów, odstawiłam maszynę w kąt. Musiałam się z nią oswoić, co zajęło mi kilka miesięcy.

Później pamiętam swoje pierwsze ogromne gacie, uszyte z burdy 1/2012. Mój pierwszy wykrój... kto by tam patrzył na zalecany materiał? Miałam pod ręką kawałek mocno rozciągającego się dżerseju, więc musiałam spróbować. No i wyszły przeogromne. Po dwóch tildowych zającach, kolejną rzeczą była sukienka Mai. Z tym już jakoś mi poszło.

I tak już szyję, czwarty rok. Zaliczam sukcesy i porażki, jak każdy. Z większą świadomością patrzę na skład materiałów. Odkryłam w sobie nowe, nieznane mi dotąd uczucia. Ogromną ekscytację, połączoną z przyspieszonym biciem serca i trzęsącymi się rękami. Kiedy jestem w sklepie, oglądam materiały, i wiem, że zaraz dokonam wyboru i będę je miała na własność...

Teraz moja ekscytacja sięgnęła zenitu. Mam wypasioną hafciarkę brother innov-is v3 i scan'n'cut CM840. Mam także program do projektowania haftów, więc jeśli nie siedzę pół dnia przed komputerem, to siadam przy hafciarce, wciskam guziczek i haftuję. A w międzyczasie mogę wcisnąć inny guziczek, żeby wyciąć jakiś fajny kształt na swoim ploterze. Czadersko!


Zatem dlaczego ja to robię? Bo kocham szyć! I choć nieraz przechodzę całą gamę emocji z tym związanych, od totalnej frustracji, kiedy dziesiąty raz nie wyszło mi durne marszczenie, po niemal palpitację serca, kiedy wpadam na genialne rozwiązanie, jak sobie z tym poradzić, to wiem, że właśnie dla tych genialnych rozwiązań warto. A jak dodam do tego materiałowe i pasmanteryjne zakupy, które porównałabym do walnięcia obuchem w głowę jak przy zakochaniu, czuję że jestem w swoim żywiole!

03.08.2014

małe w małej czarnej


Z pozowaniem młodej to mam tak, że jeśli jest czymś zajęta to wychodzi ok, a kiedy zajmuje się tym, że robię jej zdjęcia, to jest koszmar. Tu akurat była głupawka, więc i foty na wesoło. Zdjęcia wykadrowane, żeby nie pokazywać... no, żeby nie pokazać zbyt wiele.

Ostatnio mama Weroniki pisała o tym, że czarny kolor na dziecku może być lekko kontrowersyjny. My z Mają zostałyśmy nie tak dawno posądzone o to, że mamy żałobę. Ale tak to bywa na Podlasiu, jak ktoś na czarno, to musi nie bez powodu. Moim zdaniem jest ok. Żeby nie było przygnębiająco, dałam u dołu bladoróżową koronkę. Materiał, z którego powstała sukienka, to wiskozowy trykot, odzyskany z sukienki z dziurką.

Wracając do Podlasia, muszę przyznać, że moja córka jest typową Podlasianką z mowy. Przedszkole mi ją tak załatwiło, i nie było zmiłuj. Panie z wieloletnim doświadczeniem, chociaż przekochane, to mają swoje wieloletnie przyzwyczajenia i już. Staram się, w domu tłumaczę, i dupa. Bo ona musi coś dla kogoś powiedzieć albo ktoś dla niej powiedział albo dla niej dał. Ani prośbą ani groźbą. Pytam: komu to powiedziałaś? Słyszę: dla Wiktora. Komu? Mówiłam ci już, dla Wiktora! Na szczęście nie mówi tak, jak moja dawna znajoma z pracy podczas rozmowy służbowej, "ja dla jego/dla ich mówiłam", choć pewnie wiele jeszcze przede mną. Nawet totalne wakacje od wszystkiego nie pomogły Mai wyzbyć się tej cechy.